Mieszko

Na początku była miłość. A z niej zrodził się uśmiech.

Żyję i podróżuję z uśmiechem. A w tym też towarzyszy mi muzyka, którą uwielbiam obdarowywać siebie i wszystkie istoty – tak by każdy, dzięki tej formie, mógł doświadczać jeszcze lepiej i mocniej stanu lekkości oraz radości.

Nie zawsze jednak tak to u mnie było. Nie grałem i nie muzykowałem. Przez długi czas pozostawałem wyłącznie w roli słuchacza. Może z wyjątkiem, kiedy zdarzało mi się wyklepywać dłońmi rytm na swoich nogach, lub stole, a od święta pykałem swoimi ustami, co doświadczone w tym osoby mogą nazywać beatboxem.

Nie grałem jednak na żadnym instrumencie, ani nie śpiewałem, przez większość swojego życia.

Kiedy wyruszyłem na studia do Holandii, znalazłem się w zupełnie nowym środowisku. Uruchomiło to proces zmian i odnajdywania się w nich. Tak się to jakoś złożyło, że prawie każdy z moich ówczesnych, międzynarodowych znajomych grał na jakimś instrumencie. Kiedy spotykaliśmy się, cudownie było ich słuchać. Pozostawała jednak tylko jedna ważna kwestia.

Też chciałem grać oraz tworzyć. I to, co czułem i czuję – wyrażać poprzez dźwięk.

Podczas wakacji w 2014 roku dotarłem do centrum Portugalii. Podczas odbywającego się tam raz na dwa lata festiwalu, miałem okazję spotkać osoby z ponad 90 krajów. Wielu z nich – podróżników, nomadów – miało też ze sobą instrumenty. Wtedy też usłyszałem instrument o nazwie didgeridoo po raz pierwszy. Na dokładkę – jednego wieczoru wszystkie zespoły, które grały na jednej ze scen, używały m.in. właśnie tego instrumentu!

Zakochałem się w tym dźwięku.

Kiedy tylko wróciłem do Holandii, nie pozostawało mi nic innego jak zamówić swoje pierwsze didgeridoo. Tak właśnie w Holandii zacząłem odkrywać coś innego niż pierwotnie sądziłem. Zamiast kroczyć drogą wybranego kierunku studiów, zacząłem iść drogą pełną miłości do dźwięku.

Droga ta rozwija się przede mną z każdym dniem. Z każdym nowym instrumentem poznaję nowe lekcje. Muzykuję. Śpiewam. Odkrywam siebie. Poznaję nowe osoby. Udoskonalam swe środowisko. Rozkwitam.

Mą intencją jest, by nieść z uśmiechem muzykę, która przeze mnie przepływa. Ta pasja, ta miłość do dźwięku – zmieniła i zmienia u mnie wiele. Czuję też, jak wielką korzyść, może ona stanowić dla serc innych ludzi.

Dlatego też od kilku lat, bywam w różnych miejscach i przestrzeniach by dawać od siebie to, co najlepsze.

Występowałem do tej pory m.in. z Karawaną Opowieści. Grałem również na wielu koncertach akustycznych i relaksacyjnych. Aktualnie współtworzę projekt FutuRoots wraz z Michałem Eszu Szerlągiem. A także teraz jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mogę tworzyć i tworzę wraz z mą Miłością Kasią naszą działalność – Prahumira.

Zapraszamy Cię by odkrywać z nami piękno, dobroczynność i błogość dźwięku. Doświadcz Radości i lekkości towarzyszącej nam muzyki.

Dziękuję, że jesteś i czytasz oraz słuchasz mojej historii.